Pstryk! I już po premierze książki.



Mimo że minęło już kilka dni od uroczystej premiery książki, to ja wciąż się czuję, jakbym była tuż przed! I te emocje zapewne pozostaną na długo… Ale czasami tak jest (nawet częściej niż nam się zdaje), że jak nam na czymś tak bardzo, bardzo, bardzo zależy, to złośliwość rzeczy martwych nie ma umiaru. I tak było tym razem. Chyba wszystkie możliwe komplikacje i problemy, które mogły się wydarzyć, to się wydarzyły.

A co takiego? Konsultacje kulinarne, które ciągnęły się w nieskończoność, miliony drobnych błędów wyłapanych w książce (na szczęście wyłapane przed wydrukiem 😉), drukarnia, która na trzy dni przed premierą poinformowała, że nie wydrukuje książek na czas (ten moment wspominam zdecydowanie najgorzej, no bo jak to: premiera bez książek??!), znalezienie finalnie drukarni, która wydrukowała kilkadziesiąt sztuk, ale w Siedlcach – z odbiorem na kilka godzin przed uroczystością (!), firma cateringowa, która na dwa dni przed wydarzeniem odmówiła przygotowania naszego poczęstunku, poszukiwanie sali na premierę (w czasie firmowych wigilii to nie lada wyczyn) i cała reszta pozostałych „nieszczęść”, jak: zmiana decyzji o kolorze paznokci – na 2 godziny przed premierą, przeszywanie marynarki na 10 min przed wyjściem, drobne problemy ze sprzętem na sali i fakt, że nie cały poczęstunek dla gości dojechał na miejsce… Ufff. To koniec tej długiej listy. Ale! Wiem, że dobre, wartościowe rzeczy czasami wymagają cierpliwości. I to jakiej!!! Koniec wymieniania potyczek! Czas na same przyjemności 😊

Kiedy nadchodzi ten dzień – dzień, w którym wstrzymuje się oddech, bo za moment, już za chwilę światło dziennie ujrzy coś, co zajmowało moje myśli przez ostatnie miesiące – emocje rosną coraz szybciej. Bo powstała rzecz, która na swoich kartkach zawiera moje emocje, doświadczenie, wsparcie i motywację. A jako dodatek – 100 pysznych przepisów. Dopieszczanie każdej strony, każdego słowa, zdjęcia, klimatu i wymowy książki to długa i skrupulatna praca, ale radość z jej rezultatów jest niebywała.

Powstanie takiej książki to praca kilku osób. A że wydawcą jestem ja sama – czyli to ja osobiście nadzoruję każdy z etapów – oznacza to dla mnie mega zaangażowanie przez cały czas. Parę lat temu myślałam, że wydanie książki to jak pstryknięcie palcem: autor pisze, grafik to wlewa w program graficzny do tworzenia książek, a potem wysyła do druku. Gotowe! Nic bardziej mylnego!

To jest przyjemna, acz baardzo wyczerpująca przygoda, a wzięli w niej udział m.in.:

– Hotel Klimek**** SPA w Muszynie – który zaprosił nas do swojego magicznego miejsca, abyśmy mogli realizować sesję zdjęciową do książki;

– Pan Artur Kuchnia – który wspierał mnie w dopieszczaniu ułożonych przeze mnie przepisów na lekkie potrawy;

– Pan Bartek – którego zdjęcia cieszą oko czytelników książki;

– Kasia Szach (MakijazTekstu.pl) – która zadbała o redakcję i styl tekstu, czyli o to, żeby się Wam dobrze czytało;

– Wiola Malewska – która była absolutnie niezastąpionym wsparciem podczas całego projektu;

– Agnieszka Gajewska (ORTIKK) – która niesamowicie urzekła mnie swoim graficznym talentem, zaangażowaniem i jakością współpracy.

Ale przede wszystkim główne zaangażowanie, ta wisienka na torcie – czy raczej: koperek w zupie 😉 – w każdym razie największe zaangażowanie w powstanie książki otrzymałam ze strony moich Zupomaniaków i grupy na Facebooku „Zupomania – Monika Honory odchudza”. To oni inspirowali mnie do napisania książki, kibicowali mi, a potem motywowali i wspierali, kiedy przychodziły chwile zmęczenia.

I ich również gościłam na premierze.

9 grudnia 2017, godzina 15:00 – tę datę zapamiętam na długo ❤

Po krótkim wstępie wprowadzającym nas w klimat książki nastał TEN moment. Odsłonięcie okładki książki, fanfary i gromkie brawa – dla takich chwil warto pracować z całych sił 😊

 

Przedstawiłam gościom, jak wyglądała praca nad książką, a także co się w niej znajduje. Czego się dowiedzą? Jakie smaki odkryją? To wszystko zostało omówione. I mogłabym tak długo opowiadać, ale czułam każdą komórką swojego ciała, jak z sali dochodził do mnie wyraźny sygnał „Kończ już gadać i daj nam książkę do ręki!” 😉

Wyjątkowa i pełna wzruszeń była dla mnie chwila, gdy włączyliśmy nagranie od Ani Matusiak, dziennikarki radiowej i telewizyjnej, która nie mogąc być osobiście na uroczystości, przygotowała wideo, w którym przekazała gościom swoją opinię na temat Programu Przemian.

I wtedy nastąpiła TA chwila! Tadam! Tadam!

Po oficjalnej części był kolejny piękny i wzruszający moment: uściski, życzenia, wspólne zdjęcia i podpisywanie książek.

 

Ale również możliwość spróbowania dań, które przygotowaliśmy na tę uroczystość. A co było pysznego? Zupy (niespodzianka, prawda?), przekąski i drugie dania. Mniam 😊

Całe wydarzenie, tak jak i sama książka, było udekorowane ziołami i przyprawami. I był nawet spontaniczny konkurs z pytaniem, jaka jest różnica między jednym a drugim 😊 Ana Baj go wygrała i skrzynkę ziołowego ogródka dostała 😉

Czas nam upłynął bardzo szybko. Po 3 godzinach było już po wszystkim. A ja wciąż czuję się tak, jakbym tam była. Piękne pamiątkowe zdjęcia, wykonane przez Lucka Urbańskiego, nieustannie cieszą moje oko, a w uszach wciąż rozbrzmiewa mi śpiew Marty Szymanowskiej, która podczas uroczystości dała piękny recital.

A ja z głębi serca dziękuję wszystkim, którzy zechcieli być ze mną w tym szczególnym dla mnie dniu. Doceniam również tych, którzy choć nie mogli się stawić osobiście, to wspierali dobrym słowem na odległość – dziękuję Wam za to! Czułam Waszą obecność 😊

Dziękuję za piękne kwiaty, upominki, a przede wszystkim za wyszeptane do ucha słowa… które umocniły moje przekonanie, że to, co robię, jest moją właściwą drogą, i na długi czas będą dodawać mi motywacji.

 

 

 

 




-->
Odchudzanie bez efektu jo-jo